"Bezpieczna jedynka?!"

W niedzielę 30.12.2007 około godziny 10.30 rozpoczęliśmy wycieczkę, której celem było wyjście żółtym szlakiem na Banikowskie Siodło, tą samą trasą mieliśmy także zjechać. W wycieczce uczestniczyło 5 osób, 4 osoby poruszały się na nartach i jedna (snowboardzista) na rakietach. Większość zespołu miało doświadczenie górskie i tourowe. Trzy osoby z zespołu wyposażone były w kompletny zestaw lawinowy, dwie osoby w tym poszkodowany nie posiadały podstawowego zestawu ani innego opcjonalnego sprzętu dodatkowego. Pogoda w dniu tury była ładna, widoczność bardzo dobra. Po wyjściu ponad granice lasu zrobiliśmy odpoczynek na rozwidleniu szlaku żółtego i zielonego. Obserwowaliśmy zjeżdżających do doliny z Rohackich Ples piątkę narciarzy. Stromy południowy stok, którym zjeżdżali był mocno zaśnieżony, można było także stwierdzić, że podłoże, po którym się poruszali jest twarde. Pomimo, że zjeżdżali jednocześnie, nie stwierdziliśmy braku stabilności stoku. Po odpoczynku ruszyliśmy w kierunku stoków Spalenej przez wyraźną bulę znajdującą się pod Zadną Spalena Zachowując ostrożność nie zbliżaliśmy się do stromego stoku z prawej. Po dojściu pod bule wybraliśmy optymalną drogę podejścia prawą częścią stoku. Zmrożony twardy śnieg sprawiał problem przy podchodzeniu (bez harszli) oraz przy zakładaniu zakosów. Pierwsza trójka (dwóch narciarzy i snowboardzista idący na rakietach) podchodziła w odstępach ok.10m. W tej części stoku nie zauważyliśmy żadnych niepokojących sygnałów: skrzypienia, dudnienia, pęknięcia pokrywy, rys itp. Zauważyliśmy jednak, że na lewej części stoku znajduje się warstwa nawianego śniegu (poduchy). Pierwsza trójka dotarła na górę, dwie osoby straciły kontakt wzrokowy z resztą zespołu, jedynie snowboardzista zatrzymał się na krawędzi stoku obserwując podchodzącego następnego narciarza. Ostatni członek zespołu stał na wypłaszczeniu w sporej odległości od buli i dzięki temu prawdopodobnie nie został też zasypany. Podchodzący narciarz jak wynikło z rozmowy już po wypadku, miał kłopoty z podejściem po twardym śniegu i przeszedł na lewą stronę stoku gdzie śnieg był miękki. Po przejściu ok. 10m urwała się deska śnieżna porywając narciarza. Obryw deski nastąpił zaraz pod granią w okolicach skałek nad podchodzącym. Lawina porwała narciarza głową w dół stoku.
akcja ratownicza Olbrzymie tafle o krawędziach półmetrowych i większych oraz średnicy dochodzącej nawet do 2m przykryły całkowicie poszkodowanego. Dwójka narciarzy przebywająca już za bulą znajdowała się na tyle daleko od miejsca wypadku, że byli nieświadomi tego co się wydarzyło. Dopiero krzyki trzeciej osoby - snowboardzisty, który już był na górze ale zauważył oberwanie - zaalarmował narciarzy. Na dole ostatni członek zespołu dokładnie obserwował całe zajście i mógł dobrze wskazać gdzie znajduje się poszkodowany i gdzie należ go szukać. Jako pierwszy także rozpoczął akcje ratunkową. Po zaalarmowaniu z góry zjechał (tak jak droga podejścia) jeden z narciarzy, błyskawicznie dotarł do miejsca zasypania. Razem z drugim członkiem zespołu odkopali narciarza. Poszkodowany był przytomny, miał rany cięte głowy oraz liczne otarcia. Ogólnie był poobijany oraz mocno wyziębiony. Zauważalne były także objawy szoku pourazowego. Po stwierdzeniu dość dobrego stanu poszkodowanego przenieśliśmy go w bezpieczne miejsce i czekaliśmy na zjazd pozostałej na górze dwójki. Ponieważ tylko jeden z zjeżdżających wyposażony był w zestaw lawinowy wszyscy obawiali się następnego obrywu i kolejnego zasypania. Narciarz i snowboardzista zjechali pojedynczo, zachowując zasady bezpieczeństwa. W związku z tym ,że stan poszkodowanego pozwalał na zejście w dół, jeden z członków zespołu rozpoczął sprowadzanie go w dół.
akcja ratownicza Po upewnieniu się, że stok jest już bezpieczny, pozostali narciarze rozpoczęli przeszukiwanie lawiniska w celu odnalezienia zgubionych przez poszkodowanego nart. Lawinisko było szerokie na ok. 60m a wysokość czoła ok. 2m. W trakcie poszukiwań niespodziewanie nastąpił drugi obryw w prawej części stoku, dokładnie w linii wcześniejszego podejścia i zjazdu. Lawinę wyzwoliła grupa trzech narciarzy ze Słowacji, którzy wszyscy naraz z dużą prędkością wjechali na stok. Na dole musieliśmy się salwować ucieczką żeby nie zostać zasypanym. Na szczęście lawina zatrzymała się 10m za nami. Linia obrywu była poniżej narciarzy tak, że po przetrawersowaniu w prawo bezpiecznie zjechali na dół. Słowacy byli trochę przerażeni bo myśleli, że szukamy zasypanego. Po wyjaśnieniu im, że szukamy nart, jeden z nich przedstawił się jako członek HZS i zaoferował pomoc. Wykonał telefon do HZS i poinformował nas, że po naszego poszkodowanego kolegę wyjedzie skuter, który będzie na niego czekał na polanie Adamcula. Podziękowaliśmy ale jak się potem okazało na dole skutera nie było i poszkodowany do parkingu musiał dostać sie o własnych siłach. Na uwagę zasługuje niepoważne zachowanie jednego ze Słowaków, który żartował z całej sytuacji śmiejąc się z tego, że musieliśmy uciekać przed lawiną, którą sami na nas zrzucili. Uważam, że było to bardzo naganne i nie na miejscu zachowanie, tym bardziej, że w wyniku niebezpiecznej sytuacji jaką stworzyli na stoku mogło dojść do kolejnego zasypania i poszkodowania kolejnych osób.
Po zejściu dwóch lawin, lawinisko miało już szerokość ok. 150m. Po 1,5 godzinnym przeszukiwaniu lawiniska odnaleźliśmy narty i zjechaliśmy bezpiecznie w dół. Na parkingu czekał już na nas poszkodowany narciarz i kolega, który pomagał mu w zejściu. W Krakowie poszkodowany został przebadany przez zaprzyjaźnionego lekarza. Na szczęście badania nie wykazały poważnych obrażeń.

Schemat stoku, na którym doszło do wypadku.


4a - miejsce porwania poszkodowanego przez lawinę
4b - miejsce odkopania poszkodowanego
1,2,3,5 - pozostali uczestnicy tury w momencie zejścia lawiny
---------------- droga podejścia poszkodowanego
---------------- droga podejścia i zjazdu 1,2,3
---------------- droga zjazdu Słowaków


Wnioski:
Planowanie tury
Zaplanowana wycieczka była łatwą technicznie niewymagającą turą narciarską. Pogoda i warunki śnieżne pozwalały myśleć, że będzie to bardzo bezpieczna wycieczka. Ogłoszony od trzech dni 1 stopień (zagrożenie małe) dawał możliwość działania na stokach stromszych niż stok, z którego zeszła lawina. Myślę, że na tym etapie nie popełniono błędu.

Uczestnicy
Łatwa technicznie tura nie sprawiała trudności mniej doświadczonym uczestnikom wycieczki. Błędem jednak było zabranie w góry uczestników nie wyposażonych w zestawy lawinowe. W przypadku całkowitego zasypania poszkodowanego nieposiadającego piepsa, znikoma jest szansa odnalezienia osoby w szybkim czasie. Poszkodowany może mówić o prawdziwym szczęściu, pomimo braku piepsa został szybko zlokalizowany a bryły śniegu i lodu nie spowodował dużych obrażeń ciała.

Zasady bezpieczeństwa podczas tury
Podczas podejścia jak i zjazdu były stosowane zasady bezpiecznego poruszanie się w takich warunkach i w takim terenie. Błąd popełnił poszkodowany, który takie zasady naruszył. Wkroczył na teren nawianego śniegu - poduchy śnieżnej. Błędem był także zjazd Słowaków, którzy nie zachowali bezpiecznej odległości pomiędzy sobą podczas zjazdu. Nadmiernie obciążyli pokrywę śnieżną, doprowadzając do wyzwolenia drugiej lawiny.

Akcja ratunkowa
Wszyscy uczestnicy zachowali się przytomnie i sprawnie udzielili pomocy poszkodowanemu. Najbardziej doświadczony członek zespołu sprawnie dowodził całą akcją ratunkową. Decyzje zapadały jednoznacznie i błyskawicznie. Reszta zespołu szybko i sprawnie wykonywała powierzone zadania. W pierwszym momencie akcji zawiodła jedynie komunikacja między członkami zespołu. Brak kontaktu wzrokowego, słuchowego a także rozproszenie zespołu nie pozwoliły na szybką reakcje i ocenę sytuacji. (dwóch uczestników, którzy byli na górze nie miało pojęcia, że doszło do wypadku)

Reasumując
Podczas zjazdu i podejścia uczestnicy powinni poruszać się w bezpiecznych odstępach. Przy podejściu zwracajmy uwagę na to, żeby nie podchodzić jeden nad drugim. Tempo całego zespołu powinno być dostosowane do wszystkich uczestników wycieczki. Zawsze czekajmy na ostatnich z grupy. Żaden z uczestników nie powinien skracać sobie drogi podejścia bo stwarza takim zachowaniem niebezpieczeństwo dla wszystkich uczestników. Wszyscy uczestnicy powinni się tak poruszać aby mieć między sobą kontakt wzrokowy i słuchowy. W żadnym wypadku nie zabieramy nawet na łatwą wycieczkę uczestników bez doświadczenia górskiego i nie wyposażonych w podstawowy zestaw lawinowy. Ogłoszony 1 stopień zagrożenia lawinowego nawet na małych, słabo nachylonych stokach nie daje nam 100% gwarancji bezpieczeństwa. Bądźmy czujni nawet przy 1 stopniu zagrożenia. Przestrzegajmy zasady bezpiecznego poruszania się w terenie zagrożonym lawinami. Kilkudniowe okresy bez świeżego opadu śniegu i bez wiatru a także niski poziom pokrywy śnieżnej, jak widać na tym przykładzie nie jest gwarantem stabilnej pokrywy śnieżnej. Pamiętajmy, że za wszelkimi przeszkodami np. graniami, nawisami, skałami ,progami wiatr odkłada depozyty z nawianego śniegu (poduchy), które tworzą sprasowane deski śnieżne. Nie lekceważmy tego.



Dane wypadku:
Miejsce: Dolina Spalena, Słowacka część Tatr Zachodnich
Data i czas: 30.12.2007r. ok. 13.00
Warunki atmosferyczne:
Temperatura powietrza: ok. -10 stopni C
Wiatr : cisza
Widoczność: bardzo dobra
Świerzy opad śniegu: brak, od tygodnia nie padał śnieg
Stopień zagrożenia lawinowego: od trzech dni 1 stopień zagrożenia
Teren: Stok ok. 25-30 stopni nachylenia, skałki
Wystawa: N
Ilość poszkodowanych:1

Kilka dni po wydarzeniu na stronie www.lawiny.sk pojawiła się informacja o całym zajściu. Niestety nie wiedzieć dlaczego zamieszczony opis w wielu punktach mija się z prawdą. Fakt dziwi tym bardziej, że obecny na miejscu członek HZS był dobrze przez nas poinformowany o przebiegu wypadku. Pominięto także fakt zrzucenia na nas lawiny przez nierozważnych Słowaków.

Autor tekstu i zdjęć - Łapa

Artykuł ukazał się także na portalu www.wspinanie.pl gdzie wzbudził ciekawą dyskusję na temat zasad bezpiecznego poruszania się w górach. Na forum www.skitury.fora.pl.pl również został poruszony temat kogo powinniśmy zabierać na zimowe wycieczki skitourowe i jak powinien być wyposażony zespół.

POWRÓT


© 2009 by dundol